„Dla dobra dzieci” (czy jednak nie?)

Rozejść się czy zostać. Czy jest dobre wyjście? Każde jest obarczone zarówno szansami jak i zagrożeniami. Nikt ci nie powie, co masz robić – może poza jednym, nie kieruj się wyłącznie emocjami.

Co chwilę w gabinetach psychoterapeutów pojawia się rozczarowana małżeństwem para. Czasem na terapię decyduje się tylko ona, rzadziej tylko on. Niepowodzeń szukamy zwykle u partnera obarczając go winą za całokształt. Na terapii okazuje się zwykle, że mamy w tym także swój udział. Czasem da się związek naprawić, czasem nie, ale przynajmniej zrobiliśmy wiele, by zrozumieć dlaczego małżeństwo nie działa. To wariant optymistyczny.

W pesymistycznym jest tak, że podążamy, bezrefleksyjnie, za emocjami – zakochujemy się, pobieramy, rodzimy dzieci, a gdy się spiętrzą kłopoty i miłosny czar zastąpi codzienność, stwierdzamy, że „coś się wypaliło”, miłość się skończyła, więc nie ma sensu tkwić w nieudanym związku.

I rozstajemy się. A gdy nie pozwalają nam wyrzuty sumienia – zostajemy, często swój wybór tłumacząc: “dla dobra dzieci”.

CIĘŻAR TRUDNY DO ZNIESIENIA

W  polskim raporcie „Rozwód? Przemyśl to” Fundacji Taty i Mamy czytamy, że czas rozwodu z perspektywy czasu wspominany jest przez dorosłe już dzieci jako przeżycie traumatyczne. W badaniach przeprowadzonych przez prof. Józefę Brągiel 100% badanych twierdzi, że rozwód rodziców przyniósł poczucie nieszczęścia. 94% badanych stwierdziło, że podczas rozwodu rodziców odczuwało strach oraz uczucie bezsilności. Na dalszych pozycjach wystąpiły uczucia gniewu (82%), wrogości otoczenia (74%) oraz poczucia utraty własnej wartości (62%). Co szósta osoba spośród badanych odczuwała pragnienie własnej śmierci z powodu rozwodu rodziców.

Józefa Brągiel badała też jak skutki rozwodu rodziców oddziałują na dzieci w ich dorosłym już życiu. Żadna z badanych osób nie powiedziała, że rozwód nie miał wpływu lub, że nie wpłynął negatywnie na to, jak radzą sobie jako dorośli – wielu z nich przeżywa zaburzenia osobowości (80%), ma negatywny obraz własnej osoby (78%), nadużywają alkoholu (64%), mają problemy w pracy (66%) i w związku (62%).

Niestety, nie mamy badań dorosłych, którzy w dzieciństwie musieli zmierzyć się z problemem, że rodzice trwali w złym małżeństwie dla ich, dziecka, dobra. Takich rodzin jest zapewne całkiem sporo. Dodatkowo trzeba byłoby się zastanowić,  jak dziecko ma sobie poradzić z takim “długiem wdzięczności” wobec rodziców, że ich związek trwał jedynie dla niego (lub przez nie). Czy gdyby go nie było rodzice byliby szczęśliwsi? Jak nosić taki ciężar?

ROZWÓD FORMALNY CZY EMOCJONALNY

Poczucie „bycia nieszczęśliwym w związku” dopada wielu z nas – w chwilach kryzysu pojawiają się myśli, że mogliśmy “wybrać kogoś innego” albo “lepiej się poznać przed ślubem”, “posłuchać rodziców”, “posłuchać intuicji”. Zastanawiamy się, gdzie podział się ten uroczy chłopak, ta wspaniała dziewczyna, sprzed 10 czy 15 lat. Dopada nas codzienność, powtarzalność, przewidywalność – po prostu zwykłe życie, ale my wolelibyśmy zostać w tym wyobrażonym, zniechęcamy się, zamiast zadbać o to, co już mamy.

Oczywiście, gdy w domu pojawia się alkohol, agresja, czy przemoc – wówczas nie ma się nad czym zastanawiać – tylko sformalizować to, co jest już emocjonalnie nie do przyjęcia. Jeśli jednak pozostajemy nieszczęśliwi w związku dla dobra dzieci, to także je unieszczęśliwiamy.

Rozwód jest już i tak – tyle ze emocjonalny, a nie formalny.

– W moim domu rodzinnym były awantury i przemoc – mówi Justyna. – Jestem po 7 latach terapii, bo mojemu ojcu się wydawało, że jak zostanie dla dobra dzieci to dobrze zrobi. W efekcie przez lata oglądałyśmy z siostrami sceny, których dzieci widzieć nie powinny. Życie w związku „dla dzieci” kończy się zdradami, cierpieniem, nienawiścią do siebie nawzajem za „zmarnowane życie”. Czasem lepiej dla dzieci jest się rozejść w jako takiej przyjaźni i szanować siebie na odległość, niż okazywać sobie brak miłości na oczach dziecka.

DOROSŁE DZIECI

Nie tylko dorośli zmagają się z trudnościami w swoim związku, z napięciem w domu walczą także dzieci, które czują się współodpowiedzialne  za związek swoich rodziców i  często zrobią wszystko, by poprawić atmosferę w domu – np. przybierając rolę klowna, który  wszystkich rozbawia, albo rolę rozrabiaki, łobuza, by skupić uwagę na sobie, a odciągnąć od konfliktu między dorosłymi.

Albo też przeciwnie – starają się być wzorowymi uczniami, świetnie się uczą, są bardzo grzeczne  – by zadowolić rodziców, by ich uszczęśliwić a tym samym dać powód do innych emocji. Dzieci robią wiele, by atmosfera w domu stała się lepsza, bo dom to dla nich oaza bezpieczeństwa, innej nie mają. Nie mogą się przecież wyprowadzić, są na nas skazane…

Po latach, gdy dorosną, mogą mieć żal do rodziców, najczęsciej głównie do matki, że skazała ich na cierpienie, że trwała w złym, krzywdzącym wszystkich związku, właśnie „dla dobra dzieci”.

Okaże się, że nikt tego poświęcenia nie chciał – ani dzieci, ani mąż, ani żona.

– Moi rodzice niestety trwali w beznadziejnym związku ponad 15 lat – mówi Łucja. –  Trwałby krócej, gdyby mama była odważniejsza, niestety dwa razy wycofała wniosek o rozwód. W końcu rozwiedli się, ale bardzo burzliwie – było pranie brudów, gadanie do mnie i do siostry na siebie nawzajem. W końcu wykrzyczałam im, że to przeszłość, do której nie chcę już wracać. Zafundowali siostrze i mnie horror, bo byli dzieciakami, którzy chcieli się zabawić w dom! Tylko nie przewidzieli tego, że zapłacą za to ich dzieci!

Tomasz mówi: – Będąc dzieckiem rozwiedzionych rodziców wcale nie czułem się bardziej szczęśliwy niż będąc dzieckiem rodziców nie rozwiedzionych, wręcz przeciwnie…Wspólne wychowywanie dzieci po rozwodzie naprawdę niewielu rodzicom się udaje. Zamiast zastanawiać się, czy odejść, czy cierpieć, lepiej zastanowić się, jak sensownie zostać.

KOSZTY SĄ ZAWSZE

„Każdy ma prawo do szczęścia” odezwą się obrońcy rozstań, „dzieci sobie nieźle radzą” – powiedzą niektórzy psycholodzy – liczby jednak mówią co innego. Słabo sobie radzimy – i dorośli, i dzieci. Z sondaży Instytutu Gallupa wynika, że 74% kobiet i 60% rozwiedzionych mężczyzn żałuje po latach, że nie walczyło o utrzymanie swojego pierwszego małżeństwa. Koszty wynikające z gorszej socjalizacji dzieci młodzieży z rozwiedzionych rodzin to częstsze samobójstwa, porzucenia szkoły (bądź słabsze wyniki w nauce), przestępczość, a nawet bezdomność. W Polsce, jak dotąd, nie oszacowano społecznych i makroekonomicznych kosztów rozpadu rodzin. A jest ich coraz więcej.

Za statystykami wszystkich krajów, gdzie rozwodzi się blisko połowa par, która wzięła ślub, stoją  koszty emocjonalne, psychiczne, materialne a nawet gospodarcze. Bo kraje, w których dotąd było duże przyzwolenie społeczne na rozwód, pomoc socjalna od państwa dla samodzielnych rodziców (głownie matek) zrozumiały, że nie da się pakietem świadczeń zastąpić rodziny – dziecku ojca, kobiecie partnera. Koszty idące na wspieranie tych, którzy dość dobrze by sobie poradzili będąc w parze, wpędzają gospodarki w kłopoty budżetowe. To raz. A dwa – koszty leczenia osób mających problemy emocjonalne i życiowe w dorosłym życiu, będące skutkiem życia w rozbitej rodzinie też spadają na państwo. Dlatego coraz więcej krajów prowadzi akcje popularyzujące trwałość więzi.

DO ROZWAŻENIA

Czy dobrze, że są rozwody? Oczywiście, w końcu małżeństwo to nie wyrok i nie więzienie. Ale czy rozwód jest panaceum na wszystkie problemy w małżeństwie? Na pewno nie.

To decyzja, której skutków nie da się przewidzieć w dłuższej perspektywie. Zwłaszcza gdy proces jest długi, trudny emocjonalnie, okupiony cierpieniem i walką.

Podobnie decyzja o zostaniu w toksycznym, niszczącym związku – konsekwencji trwania w nim “dla dobra dzieci” też trudno przewidzieć. Warto więc, bez emocji, rozważyć wszystkie za i przeciw i mieć świadomość, że cokolwiek postanowimy, dobrze to przemyśleliśmy i wybraliśmy możliwie najlepsze rozwiązanie.  Nie tylko w tej aktualnej, krótkiej perspektywie, ale na wiele dalszych lat. Dla dzieci, i dla siebie. Dlaczego to ważne?

Bo dobre pamiętać, że dynamika związków toczy się od kryzysu do kryzysu, dlatego warto podjąć walkę.

Namiętność może wrócić do związku nawet po latach – dobrze ilustruje to film „Dwoje do poprawki”, gdzie ingerencja terapeuty pozwoliła odkryć dwojgu ludziom, że za rutyną i codziennością skryła się bliskość i miłość. Innym dowodem są związki przeżywające „drugą młodość” , gdy np. dzieci opuszczą dom

Ważny jest styl rozstania, atmosfera i wszystko to, co jest potem Wiele po rozstaniu zależy od tego, jak relacje będą wyglądać po rozwodzie, bo może się okazać, że dziecku niezbędny jest jakikolwiek rodzic, nawet niefajny, niż żaden, a wiele historii wskazuje na to, że np. gdy ojciec układa sobie nowe życie (dziecko najczęściej zostaje z matką) ,to ta druga rodzina staje się dla niego pierwszą, a pierwsza drugą i odbierane jest to przez dziecko jako odrzucenie przez rodzica

Trzeba pożegnać się z myślą, że są ogólne i do zastosowania przez wszystkich rozwiązania – nie ma takich, zawsze  można stracić lub zyskać na dwa sposoby – decydując się na coś i tego doświadczając lub nie decydując i nie doświadczając

Uczucia to jedna z wielu ale nie jedyna z danych, które powinny towarzyszyć decyzji o małżeństwie, a także o rozstaniu – emocje z natury są zmienne i gdy znikną – warto pomyśleć – co zostanie. To właśnie jest fundament.

Renata Mazurowska

Prowadzę psychoterapię indywidualną i psychoterapię par, treningi grupowe i indywidualne, a także grupy wsparcia dla kobiet po rozstaniach lub w sytuacji około rozwodowej. Tel. 575 944 169

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s